Ano dlatego.
Mam hopla na punkcie placków, racuchów, pankejków, naleśników - wszystkiego, co składa się z ciasta, które można poddać procesowi kastomizacji i wrzucić na patelnię. Dodatkowo jestem słodkim pamperkiem (co w gwarze wielkopolskiej oznacza, że strasznie lubię słodycze, jak zaszalejemy, to możemy powiązać to od razu z angielskim to have a sweet tooth), więc gdy tylko zobaczyłam ten przepis od razu wiedziałam, że wypróbować go muszę. Śniadanie mistrzów, proszę państwa:
Oczywiście wstępne oględziny kuchni pozwoliły mi zanotować brak mąki pełnoziarnistej, ale dodałam kukurydzianą - i już teraz wiem, że będzie to jeden z moich ulubionych przepisów. Pankejki pyszne, w dodatku można je jeść palcami; plus 10 do dobrej zabawy!
Dobre śniadanie natchnęło mnie taką weną, że już w południe byłam wyćwiczona - Chodakowska numer 2 pozwoliła mi docenić Chodakowską numer 1: pierwsza płyta jest mniej intensywna, ale cieszę się z każdej minuty i tak dokładnie chyba jeszcze nigdy nie ćwiczyłam.
I tak on a side note, gdyby ktoś się zastanawiał: nie mam nadwagi. Ba, nikt przy zdrowych zmysłach nie powiedziałby nawet, że jestem gruba. Problem jest taki, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy przytyłam kilka kilogramów i nie jestem zadowolona ze swojego ciała tak, jak byłam kiedyś. Wyglądam bardzo przeciętnie, a przeciętnie nigdy mnie nie zadowalało. Więc, żeby oszczędzić nerwów sobie, a chłopu memu wysłuchiwania narzekań, postanowiłam się za siebie wziąć. Tragedii nie ma - za cztery kilo powinnam wyglądać już znośnie, za kolejne cztery pewnie będę już z siebie całkiem zadowolona. A za motywację będzie mi służyć to zdjęcie:

Tak wyglądałam w listopadzie zeszłego roku. Byłam wtedy w pełni zadowolona ze swojego ciała, z porządku jaki panował w pokoju - niekoniecznie ;)
Podstawowy cel? Wyszczuplić uda i pozbyć się wrednego cellulitu, który się zakradł, jak nie patrzyłam. Niestety, mam figurę gruszki, a dodatkowo w czasach zamierzchłych katowałam moje ciało dość ostro skakanką - w czasach mniej zamierzchłych przestawiłam się na bieganie - więc chcąc nie chcąc nóg patykowatych nie będę mieć nigdy. Ale jakoś to przeżyję.
I w ramach comic relief na niedzielę:



Co za placki :D Pycha.
OdpowiedzUsuńA sylwetka faktycznie świetna :) Szczuplutka!
Co do komentarza, ja akurat nie lubię raczej słodyczy, pizzy ani fast foodów. ;)