wtorek, 11 września 2012

04., 05. - Busy as a bee (and internetless)

Żyję, mam się dobrze, ćwiczę, siedzę w bibliotece, kończę magisterkować i trochę boli mnie życie.

Mały sukces dnia wczorajszego: umiem wykonać już znienawidzone ćwiczenie z Ewy, side plank, i mimo że wzywam przy nim wszystkich świętych i diabłów, jestem też ogromnie z siebie dumna. Dodatkowo odkryłam, że ćwiczenia służą także za dobry rozbudzacz (kiedy już w żyłach zamiast krwi płynie kofeina, efektów nie widać, a głupio brać czwarty zimny prysznic) i motywator ("zrobiłam całego killera, nie mogę być AŻ tak beznadziejna).

Większy updated TBA.



2 komentarze:

  1. aaa magsiterka - ja już powoli nią rzygam !
    side plank jest dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już rzygam magisterką - czekam i czekam na pracę z poprawkami,ale moja promotor ma mnie gdzieś :/
    I też zaczyna boleć mnie życie..

    OdpowiedzUsuń